O nas

O nas

W czym tkwi fenomen kamperowania?

Po kilku latach podróżowania w ten sposób, wcale nie najwygodniejszy, wcale nie najczystszy i wcale nie najtańszy, umiem odpowiedzieć na to pytanie.

Na początku wiadomo, była zajawka, pierwsze zakochanie, podjarka na widok odbijającego się w asfalcie cienia alkowy.

Gdzieś w międzyczasie, a miało to miejsce w Chorwacji, pamiętam dokładnie, kiedy huragan prawie sprzątnął nas do przepięknego i wściekłego wtedy Adriatyku, bałam się cholernie i marzyłam o betonowym, bezpiecznym budynku w postaci hotelu.

Rok później, a miało to miejsce we Włoszech, pamiętam dokładnie, po kilkunastu dniach na 3 m kwadratowych w upale, kurzu, piasku na podłodze, z pełnym kiblem, którego nie ma gdzie wylać i zapalającą się co chwila kontrolką wtrysku, pomyślałam: samolot+hotel+rentacar. Ta sama kasa, o niebo wygodniej.

Kilka miesięcy później, a miało to miejsce w Turcji, pamiętam najdokładniej, byłam nieustannie zachwycona faktem, że zajechaliśmy tak daleko, do tak magicznie pięknego kraju. A na zdjęciach z 25-dniowego kamperowania w Turcji, mimo braku fryzury i z obskubanym lakierem na paznokciach, wyglądam najlepiej.

Całkiem niedawno, a działo się to w Czechach, pamiętam mniej więcej, popijając noworocznego szampana pod kamperem na kempingu w zaśnieżonym w Harrachowie wśród innych kamperów, skonstatowałam (no no), że THIS IS IT i nie chcę inaczej.

Na czym więc polega fenomen kamperowania? Na tym, że stoi to to i prowokuje. Żeby wziąć dupę w troki, załadować rowery/rolki i jechać. 60 km od domu, 300, 1000 czy 2500. Przy 40, 5 czy -5 stopniach, pod warunkiem, że drogi czyste i nie pada aż tak.

2014-12-26 12.06.16