Navigation Menu
Jeszcze inny Bałtyk cz.3 – no raj! Przylądek Arkona

Jeszcze inny Bałtyk cz.3 – no raj! Przylądek Arkona

on Sie 14, 2014 in Dojczland

W przepiękny słoneczny dzień, po porannym joggingu brzegiem morza, zorganizowaliśmy rowerowy trip na Przylądek Arkona, bodajże najdalej na północ wysunięty punkt Niemiec. Z kempingu Knaus dzieliło nas od niego tylko 8 km bardzo malowniczą, klifową ścieżką rowerową. Nie spodziewaliśmy się, że spodoba nam się tam aż tak bardzo. Nawet dzieciom się wyrwało: jak tu ładnie!

Będąc prawie u celu, trafiamy na skrzyżowanie wśród pól. Jadąc w prawo, dojedziemy do bajkowej wręcz, małej osady rybackiej Vitt. Jadąc w lewo, do właściwego przylądka Arkona – Kap Arkona. Najlepsze zostawię na deser, dlatego najpierw na tapetę weźmy Kap Arkona.

Jako pierwsze w oczy rzucają się dwie latarnie morskie. Jedna z nich, wzniesiona w latach 1826-1827 jest jedną z najstarszych tego typu budowli na wybrzeżu Bałtyku. Druga latarnia powstała na początku XX wieku. Można się na nią wspiąć i podziwiać morsko-polną panoramę. Gdyby ktoś marzył
o uprawomocnieniu swojego związku w najdalej na północ wysuniętym niemieckim urzędzie stanu cywilnego (różne ludzie mają marzenia, ja nie oceniam) – jest on ulokowany właśnie w tej latarni.

Zwiedzając Rugię miałam wrażenie, że ta wyspa to jeden wielki płaskowyż i aby dostać się na plażę, trzeba zawsze zejść z jakiejś górki albo schodków. Nie inaczej jest na przylądku. Z klifu, oczywiście, podziwiać można piękny widok na morze. Nasyciwszy się widokiem, schodkami schodzimy w dół i pozwalamy dzieciom skakać po kamiennym brzegu, licząc się z ryzykiem zmoczenia butów.

W obrębie latarni znajduje się kilka restauracyjek, jednak radzę powstrzymać głód i zaspokoić go bułką ze śledziem we wiosce Vitt, od której dzieli nas zaledwie 3 km.

Vitt to malutka osada rybacka, pełna małych domków, w części krytych strzechą. Niemal w każdym z nich prowadzony jest mniejszy lub większy biznes gastronomiczny. Nasze ulubione bułki ze śledziem tudzież inna pyszną rybą rozchodzą się jak świeże bułeczki i o ile o 11:00 są wszędzie, o tyle 3 godziny później trzeba się nieco natrudzić, żeby je dostać. Nie ma za to problemów
z pysznymi naleśnikami, którymi zajadała się dzieciarnia.
Wioska oczywiście ma swoją przystań rybacką i długą, iście chorwacko-włosko-karaibską plażę – tylko palm brak. Niezbyt dużo ludzi, niespiesznie płynący czas, piękny, niebieski, ciepły, zupełnie niebałtycki Bałtyk i codziennie świeże ryby. Żadnych dyskotek, rozwrzeszczanych ludzi. Wyobrażam sobie, że urlop w tym miejscu, ze stertą książek, dobrym aparatem fotograficznym, bez rozpraszających turystycznych pseudoatrakcji, musi być czystą idyllą. A wokół ścieżki rowerowe wśród złocistych pól. No raj. A że niemiecki…

Jeszcze inny Bałtyk. Stralsund – I część relacji z Rugii

Jeszcze inny Bałtyk. Klify Koenigstuhl w przedpokoju – II część relacji z Rugii

    5 Comments

  1. Po Włoszech przyszedł czas na Stralsund i Rugię według Waszego przepisu ,super relacje Pozdrawiamy z okolic Gdańska:)

    • O tak, Rugia jest naprawdę piękna! Udanej podróży!:)

      • Było super Stralsund oceanarium i starówka,ścieżki rowerowe na Kap Arkonę wśród pól rzepaku,tylko przy klifach niepotrzebnie wchodziliśmy przez te kasy do muzeum kredy po 8,50 euro frycowego przyszło nam zapłacić ,chociaż wcześniej pisało na restauracji że do punktu widokowego 8 minut za freee.Pozdrawiamy

  2. Tak, teraz niemiecka Arkona, ale kiedyś święte miejsce Słowian. A gdzie Binz, białe miasteczko? A Peenemunde?:) Pozdrawiam!

    • Zostawiliśmy sobie na następny raz:)

Odpowiedz na „ditaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

IMAG1872
Jeszcze inny Bałtyk cz.2 – Klify Konigstuhl w przedpokoju, Nationalpark Jasmund, Rugia.
IMAG2168
„Rejs” po bezbłędnym Błędnie, czyli ponton, amfibia i społeczeństwo.