Dojczland

14 sierpnia 2014

Jeszcze inny Bałtyk cz.3 – no raj! Przylądek Arkona

Tagi: , , , , , , ,

W przepiękny słoneczny dzień, po porannym joggingu brzegiem morza, zorganizowaliśmy rowerowy trip na Przylądek Arkona, bodajże najdalej na północ wysunięty punkt Niemiec. Z kempingu Knaus dzieliło nas od niego tylko 8 km bardzo malowniczą, klifową ścieżką rowerową. Nie spodziewaliśmy się, że spodoba nam się tam aż tak bardzo. Nawet dzieciom się wyrwało: jak tu ładnie!

Kemping Knaus

Kemping położony jest na wydmie, do plaży prowadzą schodki. Jest bardzo rozległy, przestrzenny, mało zadrzewiony, dzięki czemu rozpościera się
z niego piękny widok na morze, ale przez co wieje. Należy do sieci kempingów pod nazwą Knaus rozlokowanych na terenie Niemiec i Holandii. Ich wygląd i ceny są zestandaryzowane. Dzięki temu za wysoki standard płacimy niewiele – za 4-osobową rodzinę bez prądu zapłaciliśmy 16 EUR/ noc.

Prysznice są dodatkowo płatne oczywiście. W recepcji płaci się 3 EUR i dostaje się token, a na nim nabite nasze 3 euracze. Jak się skończą, trzeba iść do recepcji i załadować. Jeśli nie wykorzystamy wszystkiego, oddadzą nam przy rozliczeniu.

Na terenie kempingu :

  • budynek z recepcją, restauracją z przyzwoitymi cenami, łazienki, pralnia, kuchnia i chyba nawet pokoje
  • bardzo fajny plac zabaw
  • miejsce do obsługi kampera/przyczepy
  • własne zejście na plażę.

Plaża długa, można pobiegać, miejscami kamienista, miejscami piaszczysta. Płycizny w morzu, bezpiecznie dla dzieciaków.
Tuż przy kempingu przebiega malownicza i dość łatwa droga rowerowa wiodąca na Przylądek Arkona (8 km).

Bardzo nam się tu podobało. Naprawdę bardzo.

Będąc prawie u celu, trafiamy na skrzyżowanie wśród pól. Jadąc w prawo, dojedziemy do bajkowej wręcz, małej osady rybackiej Vitt. Jadąc w lewo, do właściwego przylądka Arkona – Kap Arkona. Najlepsze zostawię na deser, dlatego najpierw na tapetę weźmy Kap Arkona.

Jako pierwsze w oczy rzucają się dwie latarnie morskie. Jedna z nich, wzniesiona w latach 1826-1827 jest jedną z najstarszych tego typu budowli na wybrzeżu Bałtyku. Druga latarnia powstała na początku XX wieku. Można się na nią wspiąć i podziwiać morsko-polną panoramę. Gdyby ktoś marzył
o uprawomocnieniu swojego związku w najdalej na północ wysuniętym niemieckim urzędzie stanu cywilnego (różne ludzie mają marzenia, ja nie oceniam) – jest on ulokowany właśnie w tej latarni.

Zwiedzając Rugię miałam wrażenie, że ta wyspa to jeden wielki płaskowyż i aby dostać się na plażę, trzeba zawsze zejść z jakiejś górki albo schodków. Nie inaczej jest na przylądku. Z klifu, oczywiście, podziwiać można piękny widok na morze. Nasyciwszy się widokiem, schodkami schodzimy w dół i pozwalamy dzieciom skakać po kamiennym brzegu, licząc się z ryzykiem zmoczenia butów.

W obrębie latarni znajduje się kilka restauracyjek, jednak radzę powstrzymać głód i zaspokoić go bułką ze śledziem we wiosce Vitt, od której dzieli nas zaledwie 3 km.

Vitt to malutka osada rybacka, pełna małych domków, w części krytych strzechą. Niemal w każdym z nich prowadzony jest mniejszy lub większy biznes gastronomiczny. Nasze ulubione bułki ze śledziem tudzież inna pyszną rybą rozchodzą się jak świeże bułeczki i o ile o 11:00 są wszędzie, o tyle 3 godziny później trzeba się nieco natrudzić, żeby je dostać. Nie ma za to problemów
z pysznymi naleśnikami, którymi zajadała się dzieciarnia.
Wioska oczywiście ma swoją przystań rybacką i długą, iście chorwacko-włosko-karaibską plażę – tylko palm brak. Niezbyt dużo ludzi, niespiesznie płynący czas, piękny, niebieski, ciepły, zupełnie niebałtycki Bałtyk i codziennie świeże ryby. Żadnych dyskotek, rozwrzeszczanych ludzi. Wyobrażam sobie, że urlop w tym miejscu, ze stertą książek, dobrym aparatem fotograficznym, bez rozpraszających turystycznych pseudoatrakcji, musi być czystą idyllą. A wokół ścieżki rowerowe wśród złocistych pól. No raj. A że niemiecki…

5 thoughts on “Jeszcze inny Bałtyk cz.3 – no raj! Przylądek Arkona

      1. Było super Stralsund oceanarium i starówka,ścieżki rowerowe na Kap Arkonę wśród pól rzepaku,tylko przy klifach niepotrzebnie wchodziliśmy przez te kasy do muzeum kredy po 8,50 euro frycowego przyszło nam zapłacić ,chociaż wcześniej pisało na restauracji że do punktu widokowego 8 minut za freee.Pozdrawiamy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Jeszcze inny Bałtyk cz.2 – Klify Konigstuhl w przedpokoju, Nationalpark Jasmund, Rugia.
„Rejs” po bezbłędnym Błędnie, czyli ponton, amfibia i społeczeństwo.