Norwegia

28 lipca 2015

Kjerag zdobyty!

Tagi: , , ,

Fotografia z głazu Kjeragbolten to jeden z najpopularniejszych norweskich obrazków. Być w Norwegii i nie stanąć na kulce, to jak być we Włoszech i nie zjeść pizzy. Różnica polega jednak na tym, że żeby zjeść pizzę, wystarczy wejść do pierwszej lepszej knajpki. Natomiast, żeby stanąć na Kjeragbolten, trzeba przez ponad 2 godziny wędrować po górach, wspinać się po skałkach i brodzić w roztapiającym się śniegu, żeby na dokładkę pokonać ostatnią, największą przeszkodę – własny lęk.


Góra położona w Norwegii nad Lysefjordem, nieopodal miasta Forsand w okręgu Rogaland. Jej najwyższy punkt wznosi się na wysokość 1100 metrów nad poziomem morza, jednakże najwięcej turystów przyciąga położony w jej północnej części uskok z przepaścią sięgającą 984 m. Rozciąga się z tego miejsca imponujący widok na błękitne wody Lysefjorden. Tuż obok znajduje się Kjeragbolten, zaklinowany pomiędzy dwiema skałami głaz o objętości 5 m³. Po drugiej stronie znajduje się Preikestolen (Wikipedia).

Nie ma innej drogi na Kjerag niż przez góry. Nie ma ułatwienia, w postaci wyasfaltowanej szosy z drugiej strony, nie ma do wyboru łatwiejszego i trudniejszego szlaku. Jest jeden szlak, rozpoczynający się przy schronisku, czy raczej restauracji Øygardstølen, która sama w sobie jest bardzo malowniczo położona.

Można tu zostawić auto lub kampera na czas wspinaczki –  parking jest płatny, za kampera 100 koron (około 50 zł). UWAGA! Nie wolno tu nocować. Przenocować możemy na parkingu przy wodospadzie 3 km niżej. Jeśli chcemy zaoszczędzić 100 koron, można stamtąd ewentualnie przywędrować pod Øygardstølen. Ostrzegam jednak, że właściwa wyprawa na Kjerag jest na tyle wyczerpująca, że te 3 km pod górę robi różnicę.

Bardzo polecam nocleg wzdłuż jedynej drogi wiodącej do schroniska Øygardstølen. Jest to jedna z najpiękniejszych tras, jaką
w życiu jechaliśmy. Przenosisz się z krainy jelonka Bambi i dzieci z Bullerbyn prosto w czeluści Mordoru, docierasz do wioski hobbitów, a zaraz potem w arktyczne klimaty niedźwiedzi polarnych. Coś niesamowitego. Wszędzie pusto, małe domeczki tu 
i ówdzie, w większości puste, mnóstwo strumyczków, wodospadzików, topniejącego niespiesznie śniegu. Wzdłuż drogi przygotowano kilka zatoczek i małych parkingów, spokojnie można znaleźć miejsce na noc, która mogłaby być straszna na takim pustkowiu, gdyby faktycznie była nocą. Jako że prawie 24 godziny mamy dzień, strachu nie ma.

Część piesza trasy na Kjerag jest fajowa. Co chwila zmienia się zarówno krajobraz, jak i pory roku – raz wędrujesz latem, raz wiosną, jesienią, a nawet zimą. A to po płaskim, a to przez śnieg jak na biegunie, a to wspinając się przy pomocy łańcuchów, czy też zjeżdżając na butach po zaśnieżonym stoku emanując czystą, dziecięcą radością. I nagle, stajesz na kamiennym tarasie pełnym ludzi i jeśli jesteś uważny, doszukasz  się wśród tłumu niepozornego na pierwszy rzut oka kamola utkwionego między skałami. Jeśli jednak jesteś mniej uważny, podejdziesz do krawędzi, zachwycisz się widokiem na Lysefjord i zaczniesz gadać
z kumplami, a obróciwszy się, z zaskoczeniem stwierdzisz: “Oh men, that’s that fuckin’ rock! Look, overthere, there’s the fuckin stone!”.
I przybijecie sobie wszyscy piony.

Pięknie tam jest, czy z kamieniem, czy bez. Jeśli jeszcze ma się to szczęście i trafi na słoneczny dzień, wcale nie chce się z Kjeragu schodzić.

Kiedy pokazywaliśmy zdjęcia rodzinie, wszyscy dziwili się, że wleźliśmy na Kjeragbolten, mówili, że to niebezpieczne, pytali, czy są barierki, czy ktoś tego pilnuje, różnymi epitetami nas nazywali. Nie ma barierek, nikt nie pilnuje, tłum ludzi chce tam wejść, a co najlepsze – ponoć nikt jeszcze stamtąd nie spadł. Jeśli tylko nie oglądasz się za siebie, to wcale nie jest takie straszne. Gorzej, jeśli jednak odwrócisz głowę, a pod sobą zobaczysz 1000 metrową przepaść i chabrowy fjord – zawrót głowy murowany. A już w ogóle najgorzej, jak pokonasz swój ogromny lęk wysokości i wleziesz, a Twoja dziewczyna zrobi Ci takie zdjęcie. Perspektywa to jednak ważna rzecz.

10-15 minut drogi wyżej od Kjeragbolten jest platforma widokowa. Naprawdę warto sprężyć się jeszcze trochę i tam pójść. Stamtąd odbywają się skoki basejumpowe. My akurat nie widzieliśmy żadnych skoczków, spotkaliśmy jednak grupę Polaków, którzy takie oto mają hobby:

Kjerag jest przemiłą koniecznością na trasie zwiedzania Norwegii. Można zrezygnować z Drogi Trolli, której brak zrekompensuje nam dojazd o Kjeragu. Można, a nawet polecałabym, zrezygnować z Drogi Atlantyckiej, która jest grubo przereklamowana – zdecydowanie lepsze mosty są na Lofotach. Można darować sobie najdłuższy w Europie dwudziestokilkukilometrowy tunel, bo tuneli w Norwegii są ilości takie, że potrafią się znudzić. Nie można jednak odpuścić sobie Kjeragu, bo tego nic później nam nie zrekompensuje. I nie mam na myśli samego kamola Kjeragbolten, bo ten jest jedyne kropką nad i. Chodzi o całą wyprawę – od dojazdu pod schronisko, przez wędrówkę, po widoki na górze. To Norwegia w pigułce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Preikestolen – niezwyczajna ambona nad Lysefjordem
Norwegia – mity.