Espana

27 lutego 2013

11-13. lutego 2013 Sewilla, Andaluzja, Hiszpania

Tagi: , , , , , ,

Tym razem nie kamperem, a samolotem. Skorzystaliśmy z okazji i pofrunęliśmy wraz z zielonogórską drużyną koszykarską do Sewilli na mecz z lokalną Cajasol Sewilla w ramach rozgrywek Eurocup. Wyjazd króciutki, ale udany.

Pierwszy kontakt z Sewillą był mało zachęcający. Zakwaterowano nas w cieniutkim hotelu w dzielnicy przemysłowej z widokiem na wiadukt. Dookoła panował totalny bałagan, kilogramy śmieci walały się po ulicach i chodnikach. Powód: dopiero wczoraj skończył się strajk lokalnego Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania.

Nie marnując czasu, rzuciliśmy bambetle w pokoju i ruszyliśmy na rekonesans śródmieścia. Przemieszczaliśmy się autobusami, dokładnie linią 24 i 27. Bilet z obrzeży na Starówkę kosztuje 1.6 EUR. Za pomocą aplikacji SEVILLE OFFLINE CITY MAP TRIP ADVISOR bardzo szybko trafiliśmy do najistotniejszych części miasta. Odwiedziliśmy Plaza de Espana, Catedral de Sevilla i okoliczne uliczki… aż zrobiło się ciemno. W Andaluzji w lutym wieczorem jest zimno! Jakieś 8 stopni + przeszywający zimnem wiatr skłonił nas do zaszycia się w jednej z piwiarni, wypiliśmy Grande Mahou Clasica przyglądają się tubylcom. Nauczyliśmy się przegryzać piwo oliwkami, rewelacja!!

Cały następny dzień poświęciliśmy na gruntowne zwiedzanie Starówki.

Tuż po hotelowym śniadaniu (szynka serrano, sery, oliwki, pomarańcze i takie dobre ciastko do kawy) autobusikiem dojechaliśmy pod Plaza de Espana. Świetne miejsce do wygrzewania się na słońcu wśród dorożek, łódek pływających po fosie i policjantów na koniach.

Plaza de España to ogromny plac w kształcie półkola, wokół którego wznoszą się bardzo dekoracyjne pawilony wystawowe. Obiekt i wiele innych mu towarzyszących powstał w związku z Wystawą Iberoamerykańską, organizowaną w Sewilli w 1929 roku. Na ścianach budowli zostały zaprezentowane herby i osiągnięcia poszczególnych prowincji Hiszpanii, a wszystko na ręcznie malowanych kaflach – azulejos, tak charakterystycznych dla całej Sewilli.

Plac Hiszpański jest na tyle charakterystyczny, że inspiruje filmowców. To tu były nagrywane niektóre sceny do filmu Gwiezdne wojny Epizod II: Atak klonów.

Mijając dawną fabrykę cygar (obecnie Uniwersytet) oraz dziesiątki kafejek dotarliśmy do Katedry Najświętszej Marii Panny w Sewilli. Jest to gotycka katedra, powstała w miejscu meczetu zbudowanego przez muzułmańską dynastię Almohadów. Katedra jest największym i jednym z najwspanialszych kościołów gotyckich na świecie.Wewnątrz znajduje się grób Kolumba. Kilka katedr na świecie utrzymuje, że to one skrywają w swych murach grób odkrywcy Ameryki, ale to w Sewilli jest ten prawdziwy.

Blisko katedry, w kierunku południowo-wschodnim znajduje się pałac królewski. Decyzje o jego budowie podjął w 913 r. Abd Al-Rahman III, pierwszy kalif Andaluzji. Od tego czasu przebudowywany był przez okres ok. 500 lat.

Alkazar był częściowo uszkodzony w czasie wielkiego trzęsienia ziemi z 1755 r., które zniszczyło m.in. Lizbonę. Obecny właściciel – Rada Miasta Sewilla, przyznała prawo królowi i jego rodzinie do części pomieszczeń, gdzie mogą mieszkać w czasie ich bytności w Sewilli.

Obiad zafundowaliśmy sobie w restauracji ze stolikami na zewnątrz z widokiem na Katedrę. Zamówiliśmy przysmaki, które są znakami firmowymi Sewilli: zupa gazpacho oraz coś na podobieństwo gulaszu w bułce o nazwie pringa. Na popitkę regionalne Cruzcampo.

Po południu wraz z zespołem Stelmet Zielona Góra udaliśmy się na mecz.

Miejscowa hala nie umywa się do zielonogórskiej, nie ma ogrzewania, jest zimno i brudno, a frekwencja publiczności woła o pomstę do nieba.

W związku z powyższym nie było za bardzo wyjścia i nasza drużyna wygrała po emocjonującym meczu!

Dzień ostatni to szybki autobusowy rejs do centrum. Postanowiliśmy zwiedzić Plaza del Toros oraz zaliczyć rundę z tamtejszym przewodnikiem. Samo Plaza del Toros, OK… ale pani, która nas oprowadzała była jak automatyczna lalka na baterie, które właśnie dogorywają.

Zrażeni poziomem obsługi turystycznej kupiliśmy sobie piwo w knajpce i przegryzaliśmy oliwkami. Potem poszliśmy nad rzekę Gwadalkiwir, aby posiedzieć sobie bezmyślnie wystawiając oblicza ku słońcu. W dzień jest super, około 20. stopni i słońce bez chmur.

Sewilla była potęgą i znaczącym portem do czasu gdy wspomniana rzeka się zamuliła i obsługę statków przejął pobliski Kadyks.

Podsumowując: kolejne piękne miasto zaliczone, horyzonty poszerzone. Czy warto odwiedzić Sewillę? Tak, bardzo!

P.S. W całym mieście na drzewach rosną pomarańcze. Nie jedzcie ich.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

FUCK WINTER.
Berlińskie kwiatki. Targi Turystyczne i koncert Kopka.