Grecja

3 października 2014

Kemping Glaros, Kineta, Grecja

Tagi: , , ,

Na znakach kierujących na kemping dołączono adnotację: the last camping before Athens (ostatni kemping przed Atenami). Gdyby nie ta informacja, pojechalibyśmy pewnie dalej, pozbawiając się możliwości ostatniego w tym roku plażowania.

Adres: Palea Ethniki Odos Athinon Korinthou, 59 Kineta 191 00, Grecja

Kemping prowadzony jest przez parę Polaków, którzy naszym polskim zwyczajem, na pytanie: „i jak się żyje?”, odpowiedzieli (tu cytat): „ch****o”.  10 lat w słonecznej Grecji to za mało, żeby wyplenić z siebie narodową cechę widzenia szklanki do połowy pustej.
Mimo to, co rodak, to rodak – mogliśmy zostać na kempingu do wieczora nie dopłacając za kolejne pół doby.

W czasie naszego pobytu, a było to w połowie września, na kempingu spotkaliśmy może 7 osób, o różnych porach dniach wynurzających się ze swoich przyczep. Byli to stali bywalcy, zakotwiczeni tu zdecydowanie na dłużej. Od razu poczuliśmy się jak u siebie, dostosowując się do panujących zasad, a tak naprawdę do jednej: odpoczywaj. W pobliżu nie ma żadnego miasteczka, do którego można by się przespacerować, a na kempingu nie ma minimarketu (zakupy trzeba zrobić wcześniej). Nic człowieka nie  rozprasza, można się oddać całodniowej sjeście.

Warunki sanitarne na kempingu Glaros określiłabym jako średnie. Oczywiście, wszystko, czego kempingowiec potrzebuje*, było zapewnione, jednak prysznic wolałam brać w kamperze.
Prysznice są płatne dodatkowo, a ceny, mimo września, nie spadły – zapłaciliśmy ok. 20 EUR za dobę.
* oprócz śmietników – wszędzie wisiały znaki: throw your rubbish outside the camping (wyrzuć śmieci poza kempingiem).

Na pewno nie jest to kemping z wyższej półki, jeśli chodzi o zaplecze. Zdecydowanie wysuwa się za to na prowadzenie, jeśli chodzi o atmosferę, której potrzebowaliśmy na te 2 ostatnie dni – cisza, spokój, nikt się nie wtrąca, bo nikogo nie ma, morze pod nosem i gotowanie bezpośrednio na plaży. Tym się różnią kempingi wyższej klasy od tych gwiazdkowo słabszych, podobnie jak hotele zresztą – w tych pierwszych się spinasz i ciągle zastanawiasz, co wypada, a co nie, w tych drugich robisz, co dusza zapragnie i chodzisz cały dzień w stroju kąpielowym.

Spędziliśmy tu ostatnie dni naszego tripu po Peloponezie. Byliśmy naładowani słońcem i greckim luzem, a w tym stanie mało człowiekowi przeszkadza i poziom czepiactwa spada do minimum. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Peloponez, pierwsza odsłona. Elida i Półwysep Mesyński
Asklepiejon w Epidaurus, czyli starożytne sanatorium