Rzeczpospolita

17 lipca 2020

Kołobrzeski azyl i filmik Madzixona

Tagi: , , , , , , , ,

Zawsze marzyłam, żeby mieć takie miejsce, do którego się ucieka i w którym człowiek czuje się trochę jak u siebie, a trochę jak na wakacjach. Gdzie ma się ulubione ławki, skwery, rytuały, sklepy i kawiarnie. Takie miejsce, gdzie kiedy tylko masz ochotę, możesz iść morze. Tym miejscem dla nas okazał się Kołobrzeg, gdzie w zeszłym roku kupiliśmy mieszkanie pod wakacyjny wynajem. I gdy tylko nie jest wynajęte, staje się naszą ucieczką przed stresem, koronawirusem, kwarantanną, ludźmi, rutyną. Naszą samotnią w czwórkę, dwójkę lub zupełnie pojedynczo. Tym razem w czwórkę.

Sytuacja z koronawirusem, a przede wszystkim zakaz przemieszczenia się dał nam popalić. W normalnej rzeczywistości wiosna to czas, gdy zaczynamy jeździć, planować, wyskakiwać na weekend, a tu nagle nic z tego. Dlatego jak tylko można było oficjalnie ruszyć się z domu, spakowaliśmy wszystkie kompy i razem ze zdalną szkołą i pracą pojechaliśmy do Kołobrzegu.

Jest to pewne uprzywilejowanie, gdy codziennie możesz widzieć morze, taka kuracja dla duszy. Dodatkowo, jak tu nie iść na spacer, kiedy obok plaża długa i szeroka? Zrobienie 10 tysięcy kroków w takich okolicznościach nie jest żadnym problemem, po prostu idziesz na spacer, wiadomo gdzie. Również bieganie jawi się jako rodzaj osobliwej przyjemności, gdy biegniesz po równej ścieżce i w każdej chwili możesz zboczyć na plażę.

Mieliśmy określony porządek dnia – do popołudnia praca i szkoła, potem aktywności, potem filmy na Netflixie. Tak można żyć.

Kilka lat temu Marcin wymyślił, że na każdym wyjeździe robimy konkurs fotograficzny i codziennie lub na koniec wyjazdu wybieramy zwycięzcę. Tym razem poszliśmy krok dalej – każdy miał nagrać krótki filmik.

Marcin miał ujęcia z drona, z gopro i telefonu, w dodatku ostatnio wkręcił się w montaż filmików w profesjonalnym programie, był więc predystynowany do zwycięstwa, tak nam się przynajmniej wydawało. Nie doceniliśmy jednak tiktokowych i snapowych umiejętności dziewczyn. Konkurs wygrała Madzia, po piętach deptała jej Goha. Od tamtej pory zaprzestaliśmy rzucać kalumnie na dzisiejszą młodzież w nosach w telefonach. Bo jeśli tylko im się zachce albo zmusi ich ojciec, na tych telefonach potrafią stworzyć całkiem niezłe dzieła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Zima na Costa Blanca
Buda-fckn-pest i where the heck is Bratislava?