Chorwacja, Inne wpisy, Węgry

5 czerwca 2012

„Pokamperowało by się, co?”. Małe tęsknoty.

Tagi: , , , ,

Kiedy, zakotwiczywszy w Stupicach, usiadłam w toalecie w kamperze i w okienku po lewej widziałam morze, a w okienku z tyłu morze, powiedziałam Marcinowi, że jestem tak szczęśliwa, że nawet nie chce mi się jeść. Potem się przyzwyczaiłam, do dobrego to szybko idzie, i z należytym zapałem i czcią oddawaną Adriatykowi spożywałam regularne posiłki.

Rzecz będzie o jedzeniu, ponieważ cierpimy na kamperowy głód. A ja wyznaję zasadę, że każdy rodzaj głodu można zaspokoić lub w najgorszym razie zagłuszyć w sposób tradycyjny – ucztując. Z tego powodu z wakacyjnych zdobyczy ostał nam się ino węgierski gulasz i nieco wina, po którym z okazji piątku zapewne pozostanie tylko wspomnienie…

Jako że jesteśmy kamperowiczami typu raczej low budget, restauracje wizytujemy z rzadka. Podczas minionej wyprawy zaliczyliśmy jedną taką wizytę, konieczną z przyczyn opisanych wcześniej (restauracja Wiking przy Limskim Kanale, szczerze polecam!). No może dwie, jeśli liczyć fast food przy jednej z uliczek w Rovinj. Fast food osobliwy, gdyż nie hamburgery tam były, a cevapcici, często wspominane w relacji z wyprawy. Cevapcici Chorwaci ponoć podchrzanili Turkom, przeinaczając na swoją modłę ichni kebab. Pan w fastfoodzie cevapcici przyrządzał tak: ruloniki z mięsa mielonego (baranina + wieprzowina/wołownia) obtaczał w białku jajka, potem smażył na takim płaskim grillu. Wcześniej zapewne pieprzył i solił. Na tym samym grillu podgrzewał bułkę (coś na styl poznańskiej, tylko bardziej zwarta). W bułkę wkładał dużo ruloników, z boku pacnął Ajvarem*, posypał cebulką i już! W międzyczasie uraczył nas kieliszeczkiem rozluźniającej śliwowicy. Bardzo proste i bardzo dobre, i całkiem zdrowe, szkoda, że w Polsce tak trudno o baraninę. Od biedy można ją zastąpić jakimkolwiek innym mięsem.

*Ajvar, gęsta paprykowo-pomidorowa pasta, z pochodzenia węgierska, ale zaadaptowana w Chorwacji, stała się naszym przysmakiem i na stałe zagościła w naszej kuchni.  Zjedliśmy już 2 słoje, trzeci, tym razem w wersji „hot” stoi w szafeczce. Można kupić w każdym markecie.

Węgry kojarzą się z papryką, zupą gulaszowa, gulaszem, tokajem i bikaverem. Wszystko checked, z tym że zupa gulaszowa w wersji ulepszonej przez wegierskie chilli była z paczki… Ale też niczego sobie. Węgry pod względem zakupowym były miłym zaskoczeniem po drogiej Chorwacji. Przeliczanie cen produktów spożywczych dostarczało nam wiele niedowierzającej radości, która nas zalała i w wyniku której kupiliśmy dużo.

Wszystkie odwiedzone przez nas kraje mają jedną przesympatyczna cechę wspólną: wszędzie dużo winnic, przekładających sie na ilość i ceny wina w sklepach. Dlatego ludzie tacy jacyś szczęśliwsi. Apeluję: ocieplenie klimatu – gazu! Może doczekam czasów, kiedy i Polska będzie winem płynąca i słońcem ogrzana… (pisane 5 czerwca, 12 stopni na dworze, szaro i pada).

Więc jak, zjedzmy coś a potem może – pokamperujemy?

5 thoughts on “„Pokamperowało by się, co?”. Małe tęsknoty.

  1. Hej! Widziałem dzisiaj wasz kamper w Zielonej Górze a że ma wypisany z tyłu adres bloga to zajrzałem i pewnie jeszcze zajrzę. Ale mi smaka narobiliście tym cevapcici! Skojarzyły mi się z bułeczkami wypełnionymi shoarmą, które jadłem w Holandii. Nie ma to jak ciepła buła z mięsem! :o)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

no raj!
Na postronku Matki Natury. Istria reminescences.
pięknie, romantycznie, dla zakochanych
Z cyklu „odkrywamy Lubuskie”: Sława i Bronków