Rzeczpospolita

24 kwietnia 2013

O poznańskich targach Motor Show

Tagi: , , , ,

Kilka spóźnionych słów o motoryzacyjnych targach, o których piszę raczej z poczucia obowiązkowości, bo, po pierwsze, wszystko na dobrą sprawę zostało już powiedziane w dyskusji na camperteamie, a po drugie, szału nie było.

Tak jak pisałam wcześniej, na Motor Show jechaliśmy głównie z nastawieniem na zlot camperteamu. O samych targach zresztą nie ma co pisać za wiele, na pierwszy rzut oka widać, że idea i sens wystawiania się w takich miejscach mocno osłabła. Najwięcej osób zwiedzało hale z samochodami zabytkowymi  i motorami. Hala, która z założenia powinna być halą główną, czyli ta z samochodami osobowymi, do której  normalny człowiek potencjalnie może sobie przyjść, porównać, przymierzyć się do potencjalnego zakupu, świeciła pustkami. Wystawiało się w niej tylko kilkoro producentów zrzeszonych w  jednej samochodowej grupie. W salonie karawaningowym kamperów tyle, że na palcach dwóch rąk zliczyć można. Nie było Renault, nie było muflonów = nie ma pochwał. Niecałą godzinę zajęło nam przejście wszystkich hal i obejrzenie wszystkich „atrakcji”. Wrażenie odnieśliśmy takie, że cała impreza zorganizowana była według znanej polskiej zasady: „byle jak, ale żeby było”. A i ludzie przychodzą w większości jedynie po to, żeby czymś zapełnić sobotę.

W temacie zlotu – po przeczytaniu wielu relacji z innych zlotów i obejrzeniu kilku filmików spodziewaliśmy się czegoś innego. Jednak ani to miejsce na fajny zlot, ani pogoda. Taką to byliśmy ciekawostką targową.

Niewątpliwa korzyść z targowego weekendu: kupiliśmy wreszcie odkurzacz samochodowy. Poodkurzaliśmy w kamperze i było to dobre.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Berlińskie kwiatki. Targi Turystyczne i koncert Kopka.
DRUM BUN! Rumunia 26 kwietnia – 5 maja 2013