Dojczland, Rzeczpospolita

22 października 2012

(Nie)znam Uznam. Świnoujście i Kamminke 19-21 października 2012.

Tagi: , , , ,

Bez szczytnych planów odkrywania Ameryki wyskoczyliśmy
w piękny październikowy weekend nad morze polskie, wybrzeże zachodnie konkretnie. Tym razem Świnoujście
i okolice.

I tu mała dygresja: zawsze przy okazji wizyt w przyautostradowych Mcdonald’s-ach zastanawiamy się, co jest w tej bułce, że mimo świadomości, jak bardzo jest ona niezdrowa, są takie momenty, kiedy z lubością ją pochłaniamy w tempie raczej ekspresowym, masochistycznie studiując tabele kaloryczne na kartonikach, w celu pokuty zapewne. Te sporadyczne wizyty mają miejsce tylko
i wyłącznie podczas dłuższych niż 200 km tras, głównie kamperowych, nigdy w mieście macierzystym. I zawsze po poranku, kiedy zaliczywszy wagę w łazience postanawiam sobie, że od dziś odżywiam się zdrowo. 

Wybraliśmy drogę promem. Szczęśliwie trafiliśmy na moment, kiedy akurat przybił, więc nie czekaliśmy długo.
W drugą stronę szczęścia mieliśmy mniej i czekaliśmy blisko godzinę, za to spożytkowaliśmy ten czas na poczynienie istotnych obliczeń: na prom mieszczą się 54 pojazdy o masie do 3,5 tony przy obecności 2 autokarów o masie mniejszej niż 15 ton.

Na miejsce noclegowe dobiliśmy koło 20:00. Stanęliśmy na bezpłatnym i bezbiletowym legalnym parkingu wzdłuż głównej promenady na ulicy Uzdrowiskowej, pod hotelem Awangarda – to są właśnie zalety kamperowania w sezonie sanatoryjnym. Po uliczkach pomiędzy ładnymi hotelami
i pensjonatami spacerowali pensjonariusze. Cisza, spokój i poczucie bezpieczeństwa.

20 października, a była to sobota,  zapisał się miło w naszych głowach. Było ciepło, świeciło słońce, szumiało morze. Wdychaliśmy jod leżąc na kocyku za parawanem, a pan w kaloszach po pachwiny łowił siatką bursztyny. Tak było w Polsce w październiku. 

Grzechem byłoby nie wykorzystać bliskości niemieckiego piwa, wursta i dobrego wina za 2 EUR, dlatego po południu zmieniliśmy miejsce postojowe, przenosząc się kilkanaście zaledwie kilometrów za zachodnią granicę. Celem leżąca nad Zalewem Szczecińskim wieś Kamminke – najstarsza niemiecka wioska na Uznam, gdzie domy położone na zboczu wzgórza wpadającego do Zalewu wciąż kryte są strzechą,
a warunki atmosferyczne sprzyjają windsurfingowcom 
i kitesurferom.

Wrażenie to niezwykłe, kiedy przejechawszy krętymi, brukowanymi uliczkami, przy których stoją dobrze odrestaurowane stare domy kryte strzechą, dojeżdża się na koniec wsi, będący zarazem końcem drogi i lądu. Cypelek, na cypelku parking i wpasowana w klimat restauracja, wszystko otoczone wodą. Czad.

Stanęliśmy nad samem morzem i czuliśmy się jak
w chorwackich Stupicach. Oprócz nas były jeszcze 3 kampery i turyści jednodniowi w zwykłych autach, na motocyklach, rowerach, nogach – co tam kto miał, tym przybył. Nie jakieś dzikie tłumy, rozsądne liczby. Przy wjeździe na parking witał przyjezdnych automat parkingowy (8 EUR doba), przez wszystkich lekceważony.

W niedzielę w końcu poszliśmy na rowery, co to je ostatnio wozimy w te i z powrotem bez celu. Mieliśmy nawet ustaloną trasę, która zmodyfikowała się sama przy pierwszym rozstaju dróg. Ostatecznie zrobiliśmy 38 kilometrów we mgle różnego stężenia. Choć wtedy było mi zimno i smary z nosa, teraz myślę, że było magicznie i całkiem to przyjemnie mieć włosy i twarz całą mokre od mgły, pędzić ciemnym lasem pokrytym kopułą ze złotych liści (cudowne kolory), przejechać przez pole golfowe, widzieć jak wody jezior mijanych i morza zlewają się z szarawym niebem w gładką taflę, zobaczyć konie, kozy, owce i lamy, i wieś niemiecką, odkryć stary wojenny cmentarz niemiecki i zagryzać to wszystko czarną czekoladą z wasabi.

A co najfajniejsze – mimo pogody raczej barowej, takich jak my było wielu. Ludzie spacerowali, jeździli na rowerach, stali we mgle jedząc kiełbasy w bułce i podziwiając grającego Indianina z winobrania, siedzieli przy stoliczkach na dworze, na ławkach i zdawali się być całkiem zadowoleni, mimo rosy we włosach i parujących okularów. Tylko kilka kilometrów od granicy. A im częściej jesteśmy poza naszym krajem, nawet kilka kilometrów poza nim, tym częściej zadajemy sobie pytanie: Co z nami jest nie tak, Polacy? Czemu nam się mniej chce?

One thought on “(Nie)znam Uznam. Świnoujście i Kamminke 19-21 października 2012.

  1. Z przyjemnością przeczytałam kolejny raz, lubię się pośmiać. A co do jakości stroju: Pewex-ów już nie ma, a Ty w cokolwiek obleczesz swoje wysokogatunkowe kostki wyglądasz eksportowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Opera Sempera!
O tym, jak się chce zrobić za dużo na raz. Konigstein i Drezno 21-23 września 2012
Zaduszkowy Burg. Spreewald, Niemcy, 2-3.11.2012