Rzeczpospolita

22 czerwca 2016

Jezioro Niesłysz, Lubuskie – słów kilka o kempingach

Tagi: , , , , , ,

Lubuskie jeziorami stoi – to prawda. Trochę ich mamy, większe, mniejsze, czyste, brudne, bardziej lub mniej popularne. Jest
w czym wybierać. Problem pojawia się wtedy, kiedy chcemy nad którekolwiek z nich pojechać kamperem i zależy nam na przyzwoitym kempingu. Uświadamiamy sobie wtedy, dlaczego wolimy jeździć za zachodnią granicę. Tam kamperowiec traktowany jest na równi z turystą „domkowym” i „pensjonatowym”, jeśli nie lepiej. Nikt, na pytanie o miejsce, gdzie antena chwyci sygnał nie powie: ” a taki niezbędny ten telewizor?”, ani nie każe ukrywać się za innym kamperem, „żeby tym z domków widoku nie zasłaniać”. Nikt nie ustawi nas na parkingu przy recepcji pomiędzy śmietnikiem i lawetą i nie skasuje za to 140 zł, bo „my nastawiamy się na domki, wie pan”.

To nie był pierwszy raz, kiedy poczuliśmy się jak turysta drugiej kategorii. Niby to popyt generuje podaż, ale mam mętne wrażenie, że w tej sprawie jest odwrotnie – rzadko spędzamy weekendy nad rodzimymi  lubuskimi jeziorami, bo nie ma tu dla nas, kamperowców, miejsca. Mam na myśli kempingi, bo wiadomo, że na dziko wszędzie można się wcisnąć.

[learn_more caption=”Kempingi w Lubuskiem” state=”open”]

1. Polecam kemping nr 261 w Sławie.  Oto link do relacji z pobytu: http://www.dreamsonwheels.pl/z-cyklu-odkrywamy-lubuskie-kemping-nr-261-i-bronkowska-agroturystyka/

2. Byliśmy również na kempingu Zacisze w Łagowie, jedynym w miarę dostosowanym do kamperów nad najpiękniejszym jeziorem w województwie. Zachwytów nie było. http://www.dreamsonwheels.pl/lagow-23-24-06-kemping-zacisze/ [/learn_more]

W ostatni weekend pojechaliśmy do Niesulic, nad jezioro Niesłysz. Niesulice znane są z tego, że upodobała je sobie społeczność w audi i bmw, dlatego długo je omijaliśmy. Ale że jeszcze nie sezon, pomyśleliśmy, że może nie będzie tak źle.

Pojechaliśmy na kemping Kormoran, największy nad jeziorem. Na stronie internetowej zachęcała ładna mapka kempingu
z wydzielonym polem kempingowym. Na miejscu okazało się, że pole zawalone jest po brzegi przyczepami, czy raczej „campingami” (znak: tylko dla campingów) ustawionymi na stałe. Nas ustawiono na parkinu przy recepcji, na zapleczu. Fakt, że nie ma wydzielonych miejsc dla kamperów, nie mówiąc o prądzie, czy kawałka terenu do wystawienia krzeseł, nie przeszkadza kierownictwu kempingu
w wycenieniu pobytu kampera w tym cudnym miejscu na kwotę, bagatela 140 zł za 2 osoby dorosłe z dziećmi. Tyle płaciliśmy na kempingu Biały Dom w Dziwnówku, najlepszym chyba kempingu w Polsce.

Kemping Kormoran położony jest tuż przy sporem plaży, ma fajny, duży pomost, miejsca na grilla. Wszystko okupowane jest jednak przez podchmielonych ludzi w wieku różnym, a muzyka dudniąca z dwóch (!) ustawionych 50 metrów od siebie dyskotek pod namiotami wyklucza odpoczynek. Na nasze uwagi, że cena trochę przesadzona, a dyskoteki i nocne krzyki z wypoczynkiem mają mało wspólnego słyszymy: „nastawiamy się na domki, kamperów tutaj mało przyjeżdża”. Trudno się dziwić.

dav

Rano pojechaliśmy dalej, do pobliskich Przełaz, na malutki kemping u Bodzia. Zawahałam się przez użyciem słowa”kemping”. Kemping w Polsce, a camping w Europie to jednak dwa różne pojęcia. U nas jest to raczej pole z ustawionymi na stałe przyczepami i miejscem na kilka namiotów. Mało kto myśli o budkach z prądem, parcelach, wyrównanych polach dla kamperów. Tylko w mocno turystycznych miejscach pojawia się infrastruktura dedykowana kamperowcom i weekendowym przyczepowcom. Nad jeziorami nikt o tej grupie turystów nie myśli, a jeśli, to w kategoriach minimalistycznych – dać im kawałek gruntu gdzieś
w krzakach i niech się cieszą. Nam jednak potrzeba więcej.

Przede wszystkim, chcemy intymności. Kilku metrów kwadratowych, na których rozłożymy majdan i nikt nie będzie nam łaził. Chcemy prądu. Chcemy, żeby antena złapała sygnał. Żeby grunt był w miarę równy, bo inaczej z łóżek spadamy. Żeby dzieci miały się gdzie bawić. Żeby było raczej cicho i bardzo bezpiecznie. Idealnie, jak się gapić możemy siedząc pod kamperem na jakąś wodę albo góry. I jak są czyste łazienki z ciepłą wodą. I ciepła woda do mycia naczyń.

Prawie wszystko było na kempingu u Bodzia, mimo, że i tu priorytetem są przyczepy ustawione na stałe i „ustawcie się tak z boczku, żeby widoku nie zasłaniać”.  Wokół drzewa, więc antena nie łapała, niemniej jednak spędziliśmy tu bardzo miło czas i wyobrażam sobie, że mogłabym u Bodzia zostać na dłużej i wypocząć. Jest tu wszystko, czego do prawdziwego wypoczynku potrzeba.

Przede wszystkim, spokój i cisza. Stali rezydenci to głównie wędkarze z żonami, którzy nie na głośne imprezy przyjechali.
Są trzy ładne pomosty, co by wędkarze mieli gdzie łowić, a zwykli ludzie się opalać lub posiedzieć na krzesełkach, bo i one są.
Są łódki i rower wodny do wypożyczenia.
Są dwie malutkie plażki z piaszczystym wejściem do jeziora.
Jest miejsce na ognisko tuż przy jeziorze, wraz z rusztem nad nim, gdzie wieczorami kempingowicze wspólnie lub osobno biesiadują. Bynajmniej nie bezalkoholowo, a jednak przy tym nie krzyczą, jak to było przyjęte w Kormoranie.
Jest piękny miękki trawnik, po którym można sobie na boso chadzać, co uwielbiam.
Jest też siłownia pod chmurką, a wokół trasy do rowerowania albo biegania.
A wisienką na torcie jest fajna, swobodna atmosfera – wszyscy sobie mówią dzień dobry, nawet Holendrzy i Niemcy po polsku, jak ludzie:)

Za dobę zapłaciliśmy 40 zł, jednak cennika jako takiego nie ma, Pan Bodzio ceny ustala sam, co akurat nam wyszło na dobre.

Gdybyście zatem zastanawiali się, gdzie spędzić czas nad jeziorem Niesłysz, odradzam kemping Kormoran w Niesulicach, a polecam U Bodzia w Przełazach. Jeśli u Bodzia nie będzie miejsca, tuż obok jest pole kempingowe Na Górce, które również wyglądało przyjemnie, choć trochę było zatłoczone.

PS Jeśli niesłusznie wieszam psy i w regionie są fajne kempingi – piszcie proszę!

 Dla tych, którzy dotrwali do końca, bonus:)

7 thoughts on “Jezioro Niesłysz, Lubuskie – słów kilka o kempingach

    1. Jedni lubią mieć stały kontakt ze światem, inni nie. My lubimy wieczorem obejrzeć Szkło Kontaktowe, a zasięg telefonu ułatwia nam życie, choćby poprzez stały dostęp do map. Co kto lubi.

  1. A ja powiem tak – „U Bodzia” przeżyłam najgorszą noc kempingową w moim życiu – jak z koszmaru. Darcie pijanej gównarzerii do 6 rano. Gospodarz nie reagował, bo biesiadował z nimi (sic!). Za to w Kormoranie bezwzględna cisza od 23.00. Tyle w temacie ode mnie.

  2. Kamperem w lubuskie !?. Stanowczo odmawiam . Tu panuje jeszcze PRL .Kampingiem nazywają zgnity domek
    lub zdezolowaną przyczepę . Sanitariaty ,, Sławojki ” – sprzątaj sobie sam .To obraz przedwojennej
    wschodniej Polski .

    1. Cóż, niestety, co racja, to racja. Daleko nam do niemieckich kempingów, choć terytorialnie bardzo blisko, dlatego o wiele częściej jesteśmy w Niemczech,niż w Polsce, Albo w Czechach, gdzie też jest dobrze. U nas czas się zatrzymał, w negatywnym znaczeniu tego wyrażenia.
      Można jednak znaleźć perełki lub miejsca godne polecenia i te właśnie staram się promować.

  3. A my się zastanawialiśmy czy chwalić Dolce w Trutnowie.. Widać, że mało jeszcze jeździliśmy.. Mimo, że komuna zapadła, to było wszystko co trzeba. I miejsca z prądem, i równo, i czyszczenie kota, i kuchnia.. To w Pl aż tak ogólnie źle?

    1. Aż tak nie:) Wszędzie można znaleźć fajne miejsca, ale to chyba jednak jeszcze wyjątki od reguły. Kamperowanie nie jest zbyt popularne, to i infrastruktura taka se.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Majorka – morze i góry i jedna wielka wiocha:D
Big in Japan! Tokio.