Jordania

19 lutego 2019

Uważaj, wielbłąd! Jordania.

Tagi: , , , , , , , , , ,

Wystarczy otworzyć nowe tanie połączenie, żeby turystyka
w mało popularnym do tej pory kraju zaczęła zmieniać się
w masową. Tak właśnie dzieje się w Jordanii. Nie będę zwlekać – czy warto przyjechać do Jordanii? O tak. Zdecydowanie.

Jednak trzeba być świadomym turystą, trzeba wiedzieć, gdzie jedziemy. Jeśli chcesz ubrać mini i skąpe bikini i prażyć się w słońcu na wielkiej publicznej plaży, możesz, jasne. Ale będzie Ci głupio. Będą się na Ciebie gapić, zabierać ręczniki
i przenosić się dalej, albo wręcz przeciwnie, przechadzać się
w męskich nastoletnich grupkach tuż obok. Jeśli Ci to nie przeszkadza, git, jeśli jednak marzysz o swobodnych kąpielach słonecznych, jedź gdzie indziej. Jordania jeszcze nie jest w tym miejscu swobody obyczajowej. Tu wszystkie kobiety mają zakryte głowy, od nastolatek zaczynając. To jednak jedyna niedogodność, która zresztą przestaje po kilku dniach nią być. Jeśli wkraczasz między wrony, ubierz się stosownie.


Jordania jest piękna przyrodniczo oraz bardzo zróżnicowana, a to przecież taki mały kraj. Na północy zielono, na południu pustynnie. W pewnych miejscach jest bardzo drogo, w innych bardzo tanio. Raz jest bardzo nowocześnie, żeby tuż obok było zupełnie dziko.

Królestwo Haszymidzkie leży w samym sercu terytoriów zwanych Bliskim Wschodem – to tu działa się i wciąż dzieje historia muzułmańskiego świata. Na północy Syria, na północnym-wschodzie Irak i dalej Iran, na zachodzie Izrael
i Zachodni Brzeg Jordanu, czyli Palestyna, nieco dalej na południu Arabia Saudyjska i dalej Kuwejt. A przez Morze Czerwone Egipt. Istny kocioł. Pośrodku tej wojennej rzeczywistości uwikłana we wszystko Jordania – czy to w roli pośrednika, negocjatora, buforu, czy też często gęsto kozła ofiarnego. Jednak nie ma się czego bać, jest tu bezpiecznie.

Historia Bliskiego Wschodu jest trudna. Niełatwo jest oddzielić prawdziwe informacje od propagandy izraelsko-amerykańskiej albo arabskiej. Łatwo za to zbyt szybko, na podstawie szczątkowej wiedzy określić, po której się jest stronie konfliktu. A ma on tyle wymiarów, ile kolorów jest ma tęcza. Dlatego najlepiej Jordanię po prostu pozwiedzać,
z czystą głową, nie przestając się dziwić. Jak reporter, niekoniecznie rzecznik “słusznej” sprawy.

PALESTYŃCZYCY

Podczas konfliktu izraelsko-palestyńskiego Jordania, podobnie jak prawie cały świat arabski, stała i stoi po stronie Palestyny, jednak niewiele udaje się im zdziałać przeciwko tandemowi Izrael-USA. Palestyna z miesiąca na miesiąc traci ludzi i terytorium. Swego czasu podnoszono głosy, że to Jordania powinna stać się nową Palestyną i nieformalnie tak się dzieje. W wyniku ekspansji izraelskiej na terytoriach Palestyny, do Jordanii wyemigrowało mnóstwo Palestyńczyków. W tej chwili stanowią 50 % społeczeństwa, jeśli nie więcej. Już na lotnisku i wiele razy później widzieliśmy pozytywny odzew na noszoną przeze mnie palestyńską chustę – kefiję.

Kwestia Palestyny jest bardzo trudna. Dla mnie niezrozumiałe jest to, jak można na terytorium jednego kraju arbitralnie tworzyć nowe i pozwalać mu rozrastać się w sposób niekontrolowany przez nikogo. Konflikt w Strefie Gazy
i na Zachodnim Brzegu Jordanu trwa od dziesięcioleci,
a w naszych mediach ledwo się o nim wspomina. Nasz kraj formalnie nie uznał istnienia Państwa Palestyny, ale
w Warszawie jest palestyńska ambasada. Można odnieść wrażenie, że zachodnie państwa, te, które nie zarabiają na ropie naftowej, a więc nie mają bezpośrednich finansowych korzyści z takiego lub innego układu sił w tym rejonie, nie do końca wiedzą, jaką pozycję w kwestii Bliskiego Wschodu zająć.

photo by: AFP PHOTO/KHALIL MAZRAAWI

BEDUINI

W Jordanii zrozumiałam, że „cywilizowany” wcale nie musi oznaczać tego, co pod tym pojęciem rozumie Europejczyk. Człowiek cywilizowany nie musi mieszkać w murowanym budynku. Swobodnie może żyć w namiocie. Koncepcja nie jest nam tak zupełnie obca, bo dobre kilka lat podróżujemy kamperem i z grubsza wiemy, jak wygląda życie praktycznie „na dworze”. Daleko nam jednak do beduinów żyjących w tej części świata.

Jadąc przez Jordanię bardzo często widzieliśmy namiotowe miasteczka, czy to gdzieś w górach, czy na przedmieściach, czy w końcu na pustyni. „To z biedy” – można powiedzieć
i pewnie niejeden turysta właśnie tak skwituje beduińskie obozowiska. Zdaje się jednak, że taki sposób na życie wynika niekoniecznie, a na pewno nie zawsze z biedy.

Ciekawa jestem, czy prędzej czy później jordańscy beduini zarzucą koczowniczy tryb życia na rzecz, bądź co bądź łatwiejszego, mieszkania w murowanych domach. Zdaje się, że powoli tak się dzieje, bo wszędzie widać zarodki nowych osiedli, dzielnic i miasteczek. Jeszcze bez dróg, bez chodników, pobudowanych ot tak, na pustyni, ze sterczącymi pętami zbrojeniowymi, na przyszłość, kiedy przyjdzie dobudować kolejne piętro dla dorastających dzieci.

KRÓL I KRÓLOWA

Jordania jest monarchią konstytucyjną. Krajem rządzi dynastia Haszymidów, bezpośrednio wywodząca się od Mahometa. Obecnie królem jest Abd Allah II ibn Husajn, który ma przepiękną, pochodzącą z Kuwejtu, żonę Ranię. Wizerunki króla lub całej rodziny królewskiej widoczne są często –
w hotelach, w restauracjach, przy drogach.

Co mnie zaciekawiło, kobiety z rodziny królewskiej nigdy nie mają zakrytych włosów. I zawsze są piękne. Obecna królowa Rania pytana o zakrywanie włosów odpowiada, że Koran absolutnie tego nie wymaga, a kobiety robią to z własnego wyboru. Oraz że jest przeciwna ocenianiu ludzi i kobiet przez pryzmat tego, co noszą i czy mają zakryte włosy. Dodaje również, że dużo częściej jest o to pytana na Zachodzie niż
u siebie.

Polecam autobiografię poprzedniej królowej, Noor, Amerykanki arabskiej krwi, trzeciej żony króla Husajna. Na pewno nie jest to książka obiektywnie przedstawiająca wydarzenia historyczne, ale opisane są w niej realia królewskiego życia oraz blaski i cienie bycia muzułmańską królową pochodzącą z Ameryki. Czytając tę książkę oswajałam się z nieznanym mi dotąd tworem, jakim jest Haszymidzkie Królestwo Jordanii i przestałam obawiać się surowej obyczajowości, której okazało się w Jordanii nie być.

POLICJA

Codziennie zatrzymywała nas policja, codziennie sprawdzali dokumenty auta i codziennie nas serdecznie witali słowem „Welcome”. Człowiek się czuje zaopiekowany. Policję często widuje się na drogach, a wzdłuż granicy z Izraelem i przy Morzu Martwym jeszcze częściej. Na drogach, zdaje się, że przy granicach poszczególnych rejonów administracyjnych, są posterunki, przez które trzeba przejechać. Sprawdzane są dokumenty i czasem bagażnik. I człowiek jest witany, zawsze – “Where are you from? Bolanda? Welcome:)

ZWIERZĘTA

Są wszędzie. Tu się ciągle z nich korzysta. Osiołki, konie, kozy i wielbłądy przede wszystkim. Wielbłądy są ekstra – zblazowane miny, miękki balansujący chód, poza, która zdaje się mówić: “mam na was wyrąbane”.
O ile spodziewałam się karawan na pustyni, bo jak to tak, pustynia bez wielbłądów, o tyle nie myślałam, że będą sobie przełaziły jak gdyby nigdy nic przez drogę na przedmieściach Ammanu, albo pasły się tuż przy autostradzie.

Jeden z licznych obrazków, które zapadły nam głęboko w pamięć, to beduin w długim kożuchu, głowie obwiązanej chustą, wgapiony w smartfona, poginający na osiołku przez pustynię. To właśnie jest cała Jordania.

 

MEKKA

Na jednym z arabskich kanałów prowadzona jest ciągła transmisja z Mekki, gdzie pielgrzymują muzułmanie z całego świata. Każdy wyznawca islamu musi co najmniej raz w roku odbyć hadżdż, czyli pielgrzymkę do Mekki. Kiedy już tam dotrze, musi siedem razy okrążyć święty kamień, Al-Kabę, pozdrawiając go za każdym razem. Kamery pokazują nieustannie ruchomy, biało-czarny tłum, kręcący się wokół Al-Kaby. Wygląda to całkiem malowniczo.

Oglądaliśmy ten kanał codziennie, zastanawiając się nad istotą religii ogółem, wszystkich. Ludzie strasznie potrzebują w coś wierzyć, lubią te wszystkie obrządki, choćby najbardziej zadziwiające i pokornie się im poddają. Po powrocie oglądaliśmy program o afrykańskim plemieniu, gdzie był taki religijny rytuał przejścia, w którym młody człowiek musi przeskoczyć kilka krów, a następnie biczować po plecach bliskie mu kobiety, co jest symbolem oddania. Co religia, to obyczaj.
Meczetem w Mekce od wieków opiekuje się jedna rodzina, niejako wybrana przez Mahometa, zarabiając na tym spore pieniądze.

DROGI I AUTOSTRADY

Podróż przez Jordanię dostarcza wielu wrażeń. Od tych estetycznych, przez poznawcze, na ekstremalnych kończąc. Jechaliśmy każdą z trzech głównych dróg: Dead Sea Highway, King’s Highway i Desert Highway.

Najpiękniejszą, ale też najbardziej krętą i górzystą jest droga Królewska (King’s Highway). Prowadzi przez środek kraju, pośród kanionów i gór, gdzie poukrywane są beduińskie obozy.

Droga nad Morzem Martwym jest również malownicza, ze względu na nieustający widok na morze i Izrael po drugiej stronie. Warunki drogowe są bardzo dobre, ruch mały. Na południu, bliżej Akaby, jest sporo posterunków granicznych i trzeba się liczyć z kontrolami.

Najkrócej jechaliśmy Autostradą Pustynną (Desert Highway), ale już przez kilkadziesiąt kilometrów zdążyliśmy poczuć, czym jest arabska fantazja. Wyprzedzanie odbywa się po obu stronach drogi, również po poboczach. Nikt tu nie trąbi, nawet jak przed maskę nagle wyskoczy mu auto z pasa obok. Zjazdy z autostrady to po prostu skręty albo nawrotki, nie ma żadnych ślimaków, rozjazdów. Tiry jeżdżą po wszystkich możliwych pasach, albo zachrzaniając z prędkością światła albo wlokąc się 20 km/h. Stacje benzynowe i przydrożne bary poustawiane są tu i ówdzie na poboczach, na piasku, więc trzeba sobie do nich zwyczajnie zjechać w dowolnym momencie. Mi bardzo podobała się przejażdżka autostradą pustynną, bo dostarczała wielu emocji, ale Marcin mówił, że była to chyba pierwsza droga w jego życiu, którą bał się jechać ze względu na nieprzewidywalność otoczenia. Tytułowe “uważaj, wielbłąd!” było wykrzyczane właśnie tu.

W kolejnych postach opiszę naszą trasę, a więc Morze Martwe, Karak, Petrę, Wadi Rum i Akabę oraz miejsca, w których spaliśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Istanbul – someone calls it chaos…
Pierwsze kroki na Ziemi Obiecanej. Jordania.